W noc przejścia amerykański koordynator przygotowań Y2K wsiadł do samolotu lecącego do Nowego Jorku. Lot był komunikatem: infrastruktura ma przetrwać także wtedy, gdy nikt nie będzie jej widział.
To nie był spektakl odwagi. To był test zaufania do pracy wykonanej wcześniej, po cichu, przez ludzi od dat i kopii zapasowych.
Największe naprawy często wyglądają jak nic. Po północy świat po prostu dalej świeci.
Dodaj komentarz